to teraz powolutku i na spokojnie: zrobiłam sobie kawę, przetarłam stoliczek, przeczesałam nieumytą grzywkę,
wzięłam głęboki oddech i powiedziałam to na głos: – otóż, droga Olgo, musisz wiedzieć, że
spierdoliłaś w wielkim stylu kilka naprawdę ważnych rzeczy, masz je tu wypisane w punktach na karteczce,
a teraz przyjrzyj się im dokładnie, zamknij oczy i powtórz z pamięci…
oprócz centralnego strzału z liścia w papę, przytulę cię zdawkowo i pospiesznie. na zgodę.
wracaj do pracy, kochana, bo chyba zdajesz sobie sprawę, że nie mamy czasu
na jakieś psychoanalizy, kolejne terapie, wizje i misje, cele i duperele.
Olga, ja muszę pracować. ogarnij się. przecież nie wytłumaczę mojemu klientowi,
że sorry ale właśnie przechodzę mega kryzys wieku średniego
na tle depresji endogennej, otyłości brzusznej i trądziku pospolitego.
tekst ma być jak amen w pacierzu i… chuj.
reasumując: jest mi naprawdę wstyd, Olga, że jesteś ostatnio taką zapłakaną łajzą.
bilety kupione, więc jedziemy dalej.
I’m taking a ride with my best friend
I hope she never lets me down again
She knows where she’s taking me
Taking me where I want to be
I’m taking a ride with my best friend
ps. syjamskich przyjaciół się nie wybiera. idzie się dalej.


Dodaj komentarz