przespałam się jakieś szalone trzy godziny, po omacku wypiłam poranną kawę i dokończyłam robotę.
zapisz. wyślij. wyloguj. i dalej.
trzymając się ściany poszłam pod prysznic, rozczesałam i wysuszyłam kołtun na głowie,
a następnie drżącą ręką namalowałam sobie eyelinerem oczy, trochę krzywo, ale chujże z tym –
ważne żeby mój rozmówca wiedział gdzie szukać ze mną kontaktu wzrokowego
podczas spotkania mającego się odbyć już za chwilę.
wsiadłam w autobus, potem w metro. no i zonk. byłam tam już wiele razy, ale dzisiaj ze zmęczenia
za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć czy wysiada się na Racławickiej czy na Wilanowskiej.
wysiadłam na czuja. dotarłam. odbyłam spotkanie. wróciłam na Ochotę. poszłam do parku.

usiadłam pod drzewem i poczułam, że jesień pachnie dla mnie bardziej niż lato.
wracając do domu, wstąpiłam do pasmanterii i kupiłam dwie taśmy cekinów
w kolorze księżycowym i oceanicznym.
muszę się przespać nim znowu usiądę do pracy.
a piosenka na dziś brzmi tak:
So I hold back tears
Move in the right direction
Face my fears
Move in the right direction



Dodaj komentarz