poranki są jasne, słodkie i przejrzyste…
pełne mopsich buziaczków, tulenia i wierzgania nóżkami o zapachu kukurydzianych chrupków
potem idę do kwatery głównej Ochoczo:

gdzie wre praca twórcza… tyle że nie w moim wykonaniu.
ja piję kawę za kawą, herbatę za herbatą… i zastanawiam się…

co jest ze mną nie tak.
co
jest
ze mną
NIE TAK.
od wielu miesięcy śnił mi się często ten sam sen: dowiaduję się, że
jeszcze raz musze zdawać maturę. teraz, w tym miesiącu. a przecież nic nie umiem. nie uczyłam się.
zapomniałam, że muszę powtórzyć cały materiał. teraz obudziłam się z ręką w nocniku. a na dodatek
nie zaliczyłam całego roku matematyki, bo lekcje były w środy o poranku, a ja nigdy nie mogłam zdążyć.
sen za każdym razem kończył się, gdy uświadamiałam sobie, że jestem w głębokiej dupie
na 5 minut przed egzaminem maturalnym.
dzisiaj, po wielu miesiącach nerwów, przyśnił mi się sam egzamin. matura z polskiego.
siedzę nad pustą kartką. mam dokonać analizy wiersza, który jest jednym wielkim kłamstwem o życiu.
męczę się, gubię kartki. gubię długopis. w pisaniu przeszkadza mi mój były – nieżyjący już – chłopak,
z którym te 15 lat temu faktycznie zdawałam maturę. chcę stamtąd uciec.
oddaję mojej polonistce pustą kartkę, a ona
patrzy mi prosto w oczy, nie mogąc uwierzyć, że ja… JA! nic nie napisałam.
mówię jej, że pierdolę maturę. że jestem strasznie zmęczona i żeby dała mi spokój.
mam w głowie złe słowa złych piosenek.
czy znacie jakieś kawałki poprawiające humor i ogólną kondycję życiową?



Dodaj komentarz