nie mam przed światem tajemnic. nie skrywam już mrocznych sekretów.
some people say that i’m too open. może i tak. ale co z tego.
siedząc przy stole, jedząc bób, ziemniaki z jogurtem, potrafię powiedzieć prawie wszystko.
wszystko, od czego więdną uszy i szeroko otwierają się oczy. wszystko, czego doświadczyłam.
a friend of mine gave me an advice. he said: be careful and think twice
before you talk about your life. protect yourself. just keep quiet.
a ja mówię, że nieprawda. że bez sensu. że to wszystko, co mi się zdarzyło,
nie jest niczym niezwykłym. inni po prostu o tym nie mówią –
udając, że się nic złego nigdy nie miało miejsca. że ich ominęło.
life is not a fairy tale. they should know that life is real.
wszystko nam się wydarza. i nigdy nie mija, choć próbujemy o tym zapomnieć.
wszystkie czarne chwile, krwawe niedziele i noce długich noży
mają w nas przytulne schronienie na resztę życia. chcąc nie chcąc, karmimy je każdego dnia,
pokątnie, gdzieś na tyłach naszego codziennego straganu z towarami na eksport do świata.
mówi sie, że każdy z nas ma swojego kościotrupa wstydliwie zamkniętego w szafie.
zamiast czekać, aż wypadnie mi z impetem w najmniej odpowiednim momencie –
wyjmuję go sama i sadzam na straganie – odświętnie ubranego –
pomiędzy rodzinnym zdjęciem, dyplomami ukończenia szkół
a zaświadczeniami o niezaleganiu z podatkiem dochodowym.
jest mój. tyle lat razem. my sweet little skull girl.



Dodaj komentarz