no dobra, dziś mam zdecydowanie gorszy dzień i przeżywam lekką załamkę. wiem, marudzę. wiem, panikuję.
przecież jest tysiąc pięćset sposobów na wyjście z finansowego doła. ale dzisiaj, akurat dzisiaj – osiągam dno zwątpienia.
zaraz mi przejdzie, naprawdę. obiecuję. i wezmę się do roboty, wezmę się za szukanie zleceń i fuch –
zamiast tępo i bezradnie gapić się na listę comiesięcznych i absolutnie-kurwa-koniecznych wydatków…
najważniejsze, że jestem zdrowa. formalnie. choć nie czuję się zbyt dobrze, ale to przez upał, ciśnienie, nie wiem… dziurę ozonową.
jestem zdrowa, muszę zacisnąć zęby i jeszcze bardziej wziąć się do roboty.
i jeszcze mocniej zacisnąć zęby. i pięści. no drama. no more drama.
wakacji w tym roku nie będzie. tak jak w zeszłym. i dwa lata temu. i trzy. i ileś tam…
a propos oszczędzania – nigdy nie byłam na „zagranicznych wczasach”. takich wiecie, w hotelu, pod palmą.
w sumie to nie mam potrzeby wybrania się na takowe, ale chciałabym przez tydzień nic nie robić. tak po prostu.
tymczasem – uczepiona pazurami brzytwy – przysięgam sobie w duchu, że nie utonę.



Dodaj komentarz