znajoma psycholożka raczyła mnie kiedyś teoriami o czystych piaskownicach
dobrze odżywionych lalusiów z dwojgiem szanowanych rodziców
i brudnych piaskownicach dzieci samotnych matek wyrzuconych poza nawias.
och, jakiż świat byłby prosty, jasny i cudowny, gdyby o szczęściu rodzinnym, zdrowiu psychicznym
i moralności opiekunów świadczyła ilość odżywek, antybiotyków i kuracji homeopatycznych
wpakowanych w znerwicowane, przerażone, zdezorientowane i nieszczęśliwe dziecko.
na zdjęciach z wakacji uśmiechamy się wszyscy na tle rzeki, zielonych drzew i drewnianych domków. jak ładnie.
tymczasem moja śliczna piaskownica była brudna jadowitym podskórnym syfem,
który drążył mnie latami jak świerzb. i ryje we mnie nadal, kiedy śpię albo się zapominam.
potem przez 15 lat ładowałam kasę w psychologów, terapeutów i cudotwórców. teraz jestem tutaj.
i nie poświęcę ani chwili dłużej na rozpamiętywanie koszmarów, upokorzeń i nadużyć.
mam dosyć psychologizowania, analizowania i szukania substytutów.
nigdy. nikt. nic. nie zaspokoi. nie zastąpi. nie zadośćuczyni. nie zmieni. nie odbuduje.
więź. więźba. wiedźma. wiedza. wieczność.
szukam ratunku we własnym ciele.
masaż metamorficzny. pomaga ponoć uwolnić się od traum –
pod0bno odblokowuje, uwalnia, koi i przywraca harmonię.
po skończonej sesji słyszę od terapeuty: – nie mogę się do ciebie dostać.
jesteś zamknięta na głucho. na cztery spusty. nie wpuszczasz mnie.
nie czuję w tobie nic oprócz żalu. morze żalu. wezbrane, falujące morze żalu.
takiego, że aż w gardle ściska…
udaję, że nie wiem, o czym mówi. wychodzę na zewnątrz. bardzo powoli.
idę i przypominam sobie więcej niż powinnam. płaczę.
a potem znów zatrzaskuję się na głucho.
i znów jestem wesoła. głupkowato wesoła.
A ty z tej próżni czemu drwisz,
kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie?


Dodaj komentarz