nadal jestem wierna swojej surowej diecie warzywnej,
ale dla równowagi postanowiłam być nieco mniej wierna internetowi.
i tak: zamiast facebooka – sok z kiszonej kapusty.
zamiast serwisów informacyjnych – przecierane brokuły gotowane bez soli.
zamiast forów dyskusyjnych – wyciskany sok z grapefruita.
dzisiaj w przypływie porannej desperacji zastanawiałam się nawet nad blogusiem,
ale ostatecznie uznałam, że akcja w stylu ‘spektakularne seppuku
i ekspresowy powrót niepysznej córy marnotrawnej’ – będzie co najmniej żenująca.
w zakładowej kuchni na parterze zjadam zupę warzywną, gapiąc się na deszcz.
na stoliku przede mną stoi pudło wypełnione po brzegi pierniczkami w czekoladzie.
proszę się częstować, wystarczy dla wszystkich!
wiem, że swój życiowy limit pierniczków wyczerpałam ileś tam lat temu.
jem grzecznie zupę.
łapię się na marzeniach o witariańskim chlebie pomidorowym…



Dodaj komentarz