odchudzanie organizmu zaatakowanego przez klątwy, mikroby i uczonych
nigdy nie jest łatwe. ból gardła rywalizuje z bólem istnienia,
a gorączka z depresją i siódmymi potami. poranek zaczęłam kawą z mlekiem sojowym.
gdy pierwszy szok minął, zajrzałam do lodówki – i wtedy właśnie uświadomiłam sobie,
że dieta oznacza metodyczne podejście do żywności, zakupów, jadłospisów i posiłków.
czyli odpadam w przedbiegach. bo zwykle staję gapię się w otwarte drzwi lodówki
jak cielę w malowane wrota i nic. kompletnie nic. nic nie przychodzi mi do głowy
i teraz mała dygresja – odkąd wiem, że to wszystko, czego w sobie nie cierpię,
a z czym zmagam się od wczesnego dzieciństwa – nazywa się tak, jak się nazywa –
obiecałam sobie, że nigdy, ale to nigdy nie będę wykorzystywała tego jako wymówki w stylu:
“przepraszam, ja nie mogę, gdyż mam ADHD”. bo to nieprawda.
mogę wszystko, tyle że muszę się pięć razy bardziej namęczyć niż ‘normalny’ człowiek.
pozbieranie do kupy zdezintegrowanej rzeczywistości, której wszystkie elementy
latają w zawrotnym tempie dookoła mojej głowy i każdy z nich jest tu, teraz i natychmiast –
wymaga zdecydowanie więcej wysiłku niż standardowe “ogarnięcie się”.
i musicie mi wierzyć na słowo. piszecie: “rób sobie domowe posiłki, celebruj jedzenie”.
świetnie. bardzo chętnie. kiedy Syd zagląda do lodówki i widzi produkty A,B,C i D –
one automatycznie w jej głowie dokonują harmonijnej syntezy, tworząc zamysł potrawy. i już.
a ja? z hukiem otwieram drzwi lodówki, bo właśnie mam drgawki z głodu i widzę…
– sałata! sałata? biorę sałatę! co się robi z sałaty… mleko. sałata z mlekiem? nieeee… mleko, mleko… czy ja mam płatki?
ale czy kukurydza jest właściwie zdrowa? no bo płatki kukurydziane. to może jajka. jajka. jajka na miękko… ile czasu gotować?
nie wiem. na twardo? gotowac do oporu. ale po jajku na twardo dostanę czkawki. aa, Syd mówiła, że Łukasz tak potrafi obrać jajko,
że nie obiera, tylko wydmuchuje przez dziurkę w skorupce, hahahaha… o czym to ja? acha, mleko. to może wezmę gryza sera żółtego?
czy to prawda, że w serze podpuszczka jest żołądków cieląt? czy jest w domu cos słodkiego? kurwa, przecież ja się odchudzam! –
po czym biorę z lodówki główkę sałaty i wpierdalam ją w całości. za kwadrans znów jestem głodna.
wiem, żenujące. ale tak już mam, że rzadko kiedy obraz składa mi się w całość, a produkty w lodówce tworzą wieloelementowy posiłek.
widzę je osobno, tworzą chaos tysiąca możliwości, które mnie obezwładniają. wybieram pierwszy możliwy strzał.
gryzę samotny żółty ser. zjadam pomidora. wędlinę bez chleba. sałatę bez niczego.
a potem przychodzi Syd i pyta, czemu nie zrobiłam greckiej? są pomidory, feta, oliwki, suszone pomidory w oliwie, kapary…
no właśnie Olga – czemu nie zrobiłaś sałatki greckiej? czemu opierniczyłaś drugi słoik masła orzechowego? czemu znów masz doła?
nie, nie piszę tego, żeby było, fajnie, zabawnie i oryginalnie.
piszę, bo tak – jest problem, z którym trzeba się uporać.
ADHD jest przyczyną większości moich codziennych niepowodzeń.
nie, nie jestem leniwa. ani głupia. ani nienormalna. ja po prostu tak mam.
i coraz częściej mam ochotę tłumaczyć ludziom, na czym polega ADHD u dorosłych.
i że wcale nie objawia się życiowym dynamizmem, hiperaktywnością, codziennym roztrzepaniu, gadatliwością i byciu ekstra.
i że nijak ma się do rozwrzeszczanych dzieciaków rzucających w szkole krzesłami i gryzących kolegów.
i że jeśli myślicie, że fajnie mieć ADHD, bo to niezłe usprawiedliwienie na wszystko – to jesteście w głębokim błędzie.
czasem jestem tak zmęczona, sfrustrowana, bezradna wobec samej siebie i wściekła –
czasem mam tak dosyć wszystkiego, że chce mi się wyć.
yć.
tyle tytułem blogowych zwierzeń.
cześć!
Przyłączysz się? Ciałopozytywnie o życiu, tyciu i chudnięciu





Dodaj komentarz