najpierw przyśniło mi się, że syd mnie rzuciła. potem zaspałam.
potem postanowiłam przetestować nową trasę autobusową do pracy.
potem wsiadłam w zły autobus i się zgubiłam.
okazało się także, że moja karta miejska już nie działa.
oraz że mam za mało biletów jednorazowych na okoliczność nieplanowego zagubienia się
w aglomeracji miejskiej. na finał pozostał mi już jeden jedyny bilet (ulgowy!),
na mocy którego usiłowałam ostatecznie dotrzeć do celu.
i wtedy, właśnie wtedy – dwóch stanowczych panów poprosiło mnie
o wylegitymowanie się stosownym dokumentem uprawniającym do takowego przejazdu.
figa z makiem. no to mandacik. 140 zeta w plecy. wiosenna spódniczka poszła się gonić.
docieram do pracy. radio w pokoju napierdala na full. mam ochotę strzelić sobie w łeb.


Dodaj komentarz