nie może tak być. tak być po prostu nie może. nie będę się tłumaczyć, tylko powiem, jak jest. a jest bez sensu.
dostałam od Was mnóstwo dobrych i cennych rad na temat odchudzania, zdrowego odżywiania, zdrowia i reszty spraw, o które pytałam –
i co – nic. jak zwykle nic. wiedzę przyswoiłam, kilka refleksji poczyniłam, zafrasowałam się raz, drugi i piąty –
po czym wróciłam do swojego grubego stanu rzeczy.
nie wiem, naprawdę nie wiem, co jest ze mną nie tak i czemu nie potrafię ruszyć z miejsca z tym tematem…

od jakiegoś czasu kołacze mi w głowie słowo, które przerażało mnie od zawsze.
nie dość, że brzmi ohydnie, to jeszcze przywodzi na myśl równie niesmaczną wizję.
gnuśna, gnuśność, gnuśnieć.
Olga, jesteś gnuśna.
Olga, gnuśniejesz.
pleśniejesz.
nie wiem, naprawdę nie wiem. to niby takie łatwe – wstać z miejsca i ruszyć…

szukam motywacji. szukam siły napędowej. nie od jutra. od teraz.
co Was motywuje?
jak się motywujecie?
jakie macie sposoby na siebie?
już wiem, że odchudzanie w wersji soft jest dla normalnych rozgarniętych kobiet.
idiotki muszą się odchudzać maczetą.
jest wtorek 27 marca 2012
waga dziś rano pokazała: 70,4 kg
z rozpaczy w drodze do pracy zjadłam Kinder Bueno.
od dzisiaj zero ściemy.
tak, mi też jest przykro.


Dodaj komentarz