och, jak łatwo co poniektórym głosić jedynie słuszną prawdę, wypowiadać się ustami pokrzywdzonych
i wymierzać sprawiedliwość domniemanym katom. jakże wygodnie jest, siedząc w fotelu, zabierać głos nie proszonym,
dyskutować coraz głośniej i głośniej, i wskazywać palcem, nie bacząc na nic.
jak wielką sztuką byłoby po prostu
się zamknąć.
a przy okazji temat inny, choć w gruncie rzeczy ten sam:
wszędzie to samo. na blogach, w gazetach, na portalach internetowych.
tutaj, proszę – jakiś szaleniec z redakcji Onet.pl zachęca społeczeństwo do dyskusji:
Czy wierzycie w to, że wersja matki jest prawdziwa? Czy ojciec pomógł ukryć ciało?
Czy możliwe jest, żeby dziecko zmarło po takim upadku? Dlaczego matka nie zadzwoniła po pogotowie, nie pobiegła po pomoc?
Czy Madzia nie żyła już, gdy matka wywiozła ją z domu? Czy ojciec kłamał?
Co muszą czuć teraz dziadkowie dziewczynki – tracąc i wnuczkę, i córkę?
Czy przyczyną tragedii mógł być młody wiek matki? Zdaniem psychiatrów matka jest poczytalna – czy zgadzacie się z tą opinią?
Czy rodzina mogła nie zauważyć, że coś jest nie w porządku? Czy należy osądzać kobietę czy jej współczuć?
Dlaczego Katarzyna okłamała detektywa w kwestii miejsca ukrycia ciałka dziecka?
Czy nagranie z przyznaniem się do winy powinno znaleźć się w mediach?
Czy Katarzyna nie stała się ofiarą?
a za chwilę na Onet.pl przeczytamy artykuł o tym, jak bardzo polskie społeczeństwo
żądne jest kary za zbrodnię i jak łatwo w nim o samosądy…
tymczasem dziennikarze jak gdyby nigdy nic szczują ludzi tą tragedią…
jedyny rozsądny (według mnie) głos w całej dyskusji należy do profesora Zbigniewa Mikołejko:
– Kasia jest dzieckiem wpisanym w niewolniczy dyskurs, który uznała za własny. Nie było w jej życiu sublimacji w postaci pracy czy twórczości. Bezrobotna, 21-letnia niewykształcona z wózkiem, zamknięta w domu. I jeszcze ten jej dziecinny mąż z bractwa rycerskiego. To dzieciaki bawiące się w rodzinę – mówi filozof religii prof. Zbigniew Mikołejko w rozmowie z Anną Ziobro.
Poruszaliśmy się w krainie obłędnego dramatu, w którym wszyscy grali coś fałszywego i strasznego. To nie tylko śmierć Madzi, ale także symboliczne zabijanie jej mamy Katarzyny oraz detektywa Rutkowskiego.
Skąd się wziął medialny lincz?
Z poczucia winy. Mechanizmem jej wyzbycia się jest przeniesienie zmazy na kozła ofiarnego. Dopadnie to raczej Katarzynę. W przypadku Rutkowskiego górę biorą znane nazwisko, siła, pewność siebie, medialność, cynizm i zdolność autokreacji. A Katarzyna to kobieta z piętnem niemal dzieciobójczyni, młoda, ładna, ale pozbawiona znaczenia, bezrobotna z Zagłębia. No i kłamczucha.
Dlaczego społeczeństwo szuka tutaj kozła ofiarnego?
Bo ta cała sprawa jest produktem fikcji. Nasz system kulturowy i moralny czymś oto grzeszy. I płeć biologiczna wyznacza rolę społeczną. W Polsce ciągle pokutuje przekonanie, że dziewczyna z konieczności ma być żoną, matką i opiekunką. Sprzyja temu tradycyjny katolicyzm i patriarchalizm wielu środowisk. Roli kobiety towarzyszy też zbiorowa wyobraźnia ciepłej matki oddanej dziecku. Koncepcja macierzyństwa jest skrojona na wzór maryjny tandetnie wyobrażony. Nie ma tu miejsca na dojrzałe macierzyństwo, ale tylko na to ze słodkich obrazków. Jej strasznie młody mąż i ona są związani z ruchem katolickim Tebah. W podobnych środowiskach mówi się o rodzeniu, ale już nie o biologiczności kobiety ani o jej potrzebach emocjonalnych. Moim zdaniem Kasia nie była zdolna nieść swojej roli, choć nasze społeczeństwo tłumaczy, że ta zdolność bierze się z urodzenia potomka. Pamiętajmy, że ona ma tylko 22 lata.
Jest dzieckiem, które urodziło dziecko.
Tak. I na poziomie biologicznym czy psychicznym dojrzewał w niej tajemny, nieuświadamiany sprzeciw wobec swojej sytuacji.
Jak wytłumaczyć kłamstwo z porwaniem Madzi?
Mama Madzi sama jest jeszcze dzieckiem. A co robi dziecko w takiej sytuacji? Chowa się do szafy i kłamie, że przyszedł smok albo bandyta i chciał je zeżreć.
Czyli zareagowała poprawnie.
Można na jej przykładzie napisać studium lękowych zachowań dzieci. Nasze patriarchalno-katolickie społeczeństwo nie pozwala dojrzeć do macierzyństwa, własnej rodziny i modeluje życie realne na podobieństwo świętego obrazka.
Kasia pochowała Madzię ciepło ubraną, owiniętą w koc przy zabudowaniu. To wymowna symbolika.
I nieprzypadkowy rytuał. Zwracam też uwagę na portret pamięciowy porywacza, którym według wyobrażeń Kasi był zakapturzony wysoki mężczyzna bez twarzy. Dla niej świat męski to zagrożenie. W rzeczywistości dzieci najczęściej są porywane przez kobiety.
Katarzynę W. oceniamy z perspektywy dorosłego człowieka – zostawiła córkę, bo chciała ratować siebie.
Kasia jest dzieckiem wpisanym w niewolniczy dyskurs, który uznała za własny. Nie było w jej życiu sublimacji w postaci pracy czy twórczości. Bezrobotna, 21-letnia niewykształcona z wózkiem, zamknięta w domu. I jeszcze ten jej dziecinny mąż z bractwa rycerskiego. To dzieciaki bawiące się w rodzinę. Jej środowisko ma zawężony horyzont odbioru świata, dlatego nikt z nich nie rozumiał jej cierpienia. Sama nie potrafiła go nazwać.
Najsilniej zakorzeniona jest w nas wola ocalenia siebie. W Polsce matka z tego opisu jest wyłączona.
To fatum w wydaniu patriarchalno-katolickiego językaabsolutnego poświęcenia, także matki wobec dziecka.
Jesteśmy bandą hipokrytów?
Jak powiedział Jezus o faryzeuszach, którzy są jak pobielane groby – z zewnątrz śliczne i białe, a w środku zgnilizna. Kasia rozdarła obrazek „normalnej katolickiej rodziny”, zamieniając się w „wyrodną matkę” . Tymczasem przemoc zdarza się wszędzie.
Wymagamy od dzieci dźwigania dorosłego życia?
Społeczeństwo posługuje się infantylnym obrazem, który uważa za dojrzały. Tak myśląca zbiorowość, choć biologicznie dojrzała, psychicznie, społecznie i kulturowo jest niedorosła. Zamiast świadomego życia i macierzyństwa chce mieć święty obrazek i za wszelką cenę podtrzymać jego fikcje. Kasia od dziecka była chowana do narzuconej roli. Życie takich kobiet sprowadza się do plotek i rozmów o pieluszkach. Są jak mechaniczne lalki. Rządzi poetyka dziecinnego pokoju nazywanego przez nie macierzyństwem, którym wcale nie jest.
A media?
Charakterystyczna jest zmiana języka przekazu. W czasie poszukiwań mówiono: „mama Madzi”, „Kasia”, która błaga o pomoc. Teraz mamy „matkę” i „Katarzynę W.” Stała się anonimową zbrodniarką pozbawianą tożsamości.
Nie chcemy widzieć Kasi jako mamy ani jednej z nas.
Tak. Jest przeklętym człowiekiem, którego można zabić bezkarnie. Symbolicznie uśmiercona – zamazana twarz bez nazwiska.
Jesteśmy konserwatywni, a nasz Kodeks karny ma przepis o matce zabijającej dziecko – przewiduje łagodniejsze ramy kary niż dla zabójcy.
Nasze prawo jest liberalniejsze niż społeczeństwo. No i ten wymowny język biblijny w apelu o zwrócenie dziecka: „Wybawimy cię od kary”. Rutkowski cytował ewangelię, mówiąc o Kasi, że lwica okazała się wężem. To pokazanie bezradności społeczeństwa. Przeciętny Polak dysponuje kalekim językiem kościelnym lub tym z seriali do opisu realnego świata.
Rozmawiała Anna Ziobro



Dodaj komentarz