Olga, idź stąd. pobaw się. daj mi spokój. zasypiam na leżąco, siedząco, stojąco. jest mi słabo, dziwnie, ciężko i gorąco.
kładę się na przystankach, w autobusach, przy biureczku na komputerku – pytasz, co robię – leżę sobie nieprzytomna,
o tutaj, w wełnianym sweterku. nie budź mnie, zostaw, idź precz. tak, będę leżeć, nie twoja to rzecz.
jeśli musisz wiedzieć, to mam arktyczną odmianę śpiączki – gaśnie mi tętno, wiotczeją mi rączki.
i leżę. a w głowie mam jak zwykle Ciebie. Twoją gonitwę myśli, kalejdoskop obrazów, chaos dźwięków,
bez ładu i składu. daj mi odpocząć Olga od siebie. przestań mną szarpać, bo ci przyjebię.
raz chcesz mną leżeć, raz wstawać, biec i skakać przez pionowe ściany. chcesz grać na fortepianie, teraz! już!
no boże kochany… Olga, odpuść mi proszę, jestem zmęczona, daj żyć. nie wiesz, jak ciężko mi (z) tobą być.
jak niewygodnie nosić cię w moim zmęczonym ciele.


Dodaj komentarz