No więc w skrócie: jeśli już wysupłacie z wiecznie dziurawej skarpety te swoje marne kilkaset groszy,
nakupujecie makaronu w Lidlu i konserw w Tesco, opróżnicie kuchenne szafki z wszelkiego alkoholu
oraz wykonacie całą resztę zaawansowanych ćwiczeń z ekwilibrystyki ekonomicznej pod hasłem
“żeby było po taniości”, a na końcu upchacie ten cały majdan w kombajn do zbierania kur po wioskach
i wreszcie zbierzecie te wszystkie okoliczne kury (w postaci małych mistrzów drugiego planu:
Superbadiego i Kristofa) do kupy, by przemierzyć pół Europy na oparach absurdu (bo kombajn żłopie ile wlezie)
i dojechać do włoskiego Vason (tylko dlatego, że do Aspen w Kolorado nie starczy wam benzyny) –
możecie być pewni, że przez niemal cały tydzień zamiast gór będziecie podziwiać mgłę,
pomimo że sprawdzaliście pogodę tuż przed wyjazdem i Giuseppe z Cielo Aperte bił się w pierś,
że aktualnie słońca to oni mają więcej niż na Sycylii.
A kiedy już pogodzicie się z faktem, że life sucks i nie tylko wy i Bułgarzy
skoszarowani w koszmarnych pudełkach z meblościanki mieliście chujową pogodę,
ale także wszyscy Włosi, Niemcy i Holendrzy lansujący się w designerskim lobby pobliskiego hotelu & spa
– to wtedy właśnie, uwaga!, w przedostatni dzień waszego pobytu – opada mgła, wychodzi słońce,
a góry pysznią się w jego blasku dokładnie tak jak na
podkolorowanej w photoshopie fotografii w folderze turystycznym.
Wychodzicie na balkon i dostajecie po oczach pocztówką
z katalogu Ski&Sun&EverythingYouWantYouGotIt. 




Dodaj komentarz