
śniło mi się wczoraj że robiłam gdzieś straszny chlew międzyludzki i oborę towarzyską. i że brodziłam po pas w soczystozielonej trawie podszytej ciemnym bagnem, w które zapadałam się miękko. i że niechcący złamałam kartę sim w swoim telefonie. i że spadł deszcz. i że miałam aksamitną torebkę w kolorze magenta.…

szybka wieczorna kawa zamiast konkretnego upojenia-się-z. kolejna popielata torebka zamiast czarnych butów na obcasie. połykane słowa zamiast głośnych, dobitnych zdań. wymuszone czekanie zamiast stęsknionego galopu. kiedy wracałam do domu na ciemnej ulicy wydawało mi się, że w moim oknie widzę światło. przyspieszyłam więc kroku. zaczęłam prawie biec. jednak tylko mi…
generalnie to milczałyśmy, wymieniając między sobą zafrasowane spojrzenia. aż w końcu nasz aktyw redakcyjny wziął się-zawziął i pismo wystosował na drzwiach damskiego wucetu: no i mnie się od razu skojarzyło: Jak one te ludzie brudzo To opadajo rence Jak pracujo – brudzo Jak nocujo – brudzo Jak się nudzo -…

w drodze na poranny dyżur w redakcji. poniedziałek, godz. 6.20. bez sniadanie. bez czapki. bez photoshopa.
kendo z grabiami. zboczeniec kolejowy. reszta zdjęć mazurskich: TUTAJ
miss higieny dokonuje ablucji przed obiadem i niecierpliwie przebiera nóżkami – daaaj… – mina małego niedźwiadka. jak zwykle działa niezawodnie. polowanie na myszkę. i słodki czilaut na kolanach ciotki zaz. * * * a nocą Ryszarda liże mnie po szyi, mruczy jak mały motorowerek i pedałując łapkami, zaplata mi dredy.
mam konto na naszej klasie. chodziłam do szkoły. jak każdy. ale chyba coś jest ze mną nie tak. coś gdzieś przegapiłam, nie zdążyłam, stanęłam w złej kolejce, zaspałam, zapomniałam, spóźniłam się. jestem więc niedorozwinięta, niedojrzała, nieposkładana. walking disaster. człowiek demolka. głupi dzieciak. nie mam więc zdjęcia spod egipskich piramid. ani…

czarna kawa na pusty żołądek i dziwna poświata poranka, którą zauważasz, zapalając papierosa. autobusowe nie-przytomnienie, punkt dorabiania kluczy, mrożony szpinak w kostkach. twoje telefony idealnie wpasowane w kolejne interwały mojej popołudniowej senności. żywe czerwone mięso, które kupuję pierwszy raz w życiu i robię z niego befsztyk. chcę mieć kobiecą torebusię…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek