mam prawo milczeć. cokolwiek powiem, zostanie wykorzystane przeciwko mnie jedno po drugim – zdania odwracane na nice. mam prawo milczeć. wolę zachować trochę iluzji i kilka miłych wspomnień. choć przecież wystarczyłby lekko uniesiony palec i zwykła analiza logiczno-semantyczna. jestem w tym dobra. ale nie każ mi, proszę, równać z ziemią…
grinch. świąt kurva nie będzie! bo tak. wzięłam wszystkie możliwe dyżury w redakcji. i se posiedzę. pomyślę. przemyślę. podłubię w nosie. wypiję dwadzieścia herbat i czterdzieści osiem kaw. zbiorę się w sobie i rozpadnę. i znów pozbieram do kupy. i eksploduję. mam dość. mam grypę. mam gorączkę. doznaję niemocy. słabnę.…
pijąc poranny fervex i posmarkując z cicha – trochę nosem, trochę oczami – rozmyślałam. tak na marginesie, dla samej siebie. różne takie, wiecie… i naszło mnie nagle. 'condemnation’ depeche mode. rozbrzmiało niespodziewanie w głowie. znikąd. ze środka. condemnation tried here on the stand with the book in my hand and…
całe morze słów, które jeszcze miałam dla ciebie – połykam teraz pospiesznie i krztuszę się. na słono. brakuje mi tchu, ale wiem, że mam coraz mniej czasu. nie zatonę. tym razem nie zatonę. po raz kolejny nie. przez park, po wielkich, wyświechtanych liściach… postoję. pomedytuję. odwrócę się. odejdę. nie będę…
wielki świat – kuchenny blat. mam nowe hobby – nałogowo sprzątam mieszkanie. o różnych porach dnia i nocy. gdy tylko poczuję, że zaraz mnie kurwa odśrodkowo rozniesie na strzępy, sięgam po szmatę. zmywam, ścieram, układam, chowam, składam, wywalam. szybko, skutecznie, metodycznie. lucy się śmieje, że też tak miała. że przejdzie.…
chciałabym mieć koktajlową sukienkę. naprawdę. i długie rękawiczki. i ogród pełen akacji. może kiedyś. tymczasem dopiłam resztę południowoafrykańskiego wina od miszczyni. uderzyło mi. astrid mówi, że im dłużej stoi, tym bardziej ją uderza. czyli jak gdyby mnie też. chciałabym iść jeszcze potańczyć. znów czuję się lekko. " trwać mimo wszystko?…

tarchomińskie rusałki ruszają do miasta, czyli – ahoj, przygodo! Z: – buty mi przemokły… zimno jest… co za chujnia listopadowa… zgubiłyśmy się! M: – faworku, czemu włożyłaś trampki, gdy za oknem november rain? Z: – gdyż albowiem, drogi preclu, nie wyjrzałam uprzednio przez okno! M: – sama jesteś sobie winna,…

wstałam zadziwiająco wcześnie. wyekspediowałam resztki towarzystwa zalegającego moje sofy i podłogi. dokończyłam wczorajsze spaghetti oraz wsunęłam kruche ciasteczka. popiłam kawą. wstawiłam pranie. sprzątnęłam post-party-sajgon. przemyslałam kolejnych parę spraw. wzięłam prysznic. wypiłam herbatę. cały dzień katowałam jedną piosenkę. nie miałam siły wyruszyć na spotkanie młodych-prężnych-księgowych, za co serdecznie przepraszam taką-jedną i…

za oknem chłód i listopadowy desz. a tutaj – ciepło, gwarno, radośnie… poprawianie po fachowcach – czyli: zaz rozwierciła korek, a gomez ratuje sytuację. sery – naturalne źródło antydepresyjnego tryptofanu. natalia i jej niesforne ramiączko. zazie i jej głupie miny. miszczyni i jej krawat. śfinki tszy. wino, czipsy, słowne gry.…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek