śniło mi się wczoraj, że byłam kasią adamik. no dobra, może nie do końca kasią adamik,
ale generalnie córką agnieszki holland, bez wątpienia. no i był dramat, fabularny. w kooprodukcji.
otóż matka moja, agnieszka holland, postanowiła założyć kolejną komórkę społeczną
i po raz kolejny wyemigrować radośnie, jeszcze dalej niż dotychczas,
a mnie, córkę swoją, rzecz jasna porzucić, zostawić na pastwę losu i galopującej recesji.
– co to, to nie! – pomyślałam sobie jako rzeczona córka i dalejże z pasją jęłam rozbijać
talerze, filiżanki, spodki, salaterki, wazy, cukiernice, rodowe kryształy i rżnięte popielnice.
rzucałam, tłukłam, miażdżyłam obcasem, tworząc na podłodze wielowarstwowe mozaiki.
szkło, porcelana, fajans, glina wypalana i szkliwiona, majolika i laka. rokokowe figurki. wszystko.


Dodaj komentarz