grinch. świąt kurva nie będzie! bo tak. wzięłam wszystkie możliwe dyżury w redakcji. i se posiedzę. pomyślę.
przemyślę. podłubię w nosie. wypiję dwadzieścia herbat i czterdzieści osiem kaw. zbiorę się w sobie i rozpadnę.
i znów pozbieram do kupy. i eksploduję. mam dość. mam grypę. mam gorączkę. doznaję niemocy. słabnę.
pochłaniam hurtowe ilości gripexu oraz pratchetta w formacie pdf i generalnie mam gdzieś.
wczoraj tuż przed snem obejrzałam 5 odcinków dextera. jakże rozsądnie. całą noc spędziłam w areszcie śledczym
posądzona o zamordowanie własnej babci. nie miałam nawet żadnej książki do czytania. z tego ogólnego deficytu fabularnego
i nudów wdałam się w romans z szefem szefów pewnej korporacji medialnej. obudziłam się zlana potem.
o trzy godziny później niż planowałam, a więc wściekła. nie zdążyłam odkurzyć. tak, o d k u r z y ć. ostatnio to robię, pasjami.
oprócz tego ćwiczę nadgarstek. gdyż albowiem oświadczylam dud, że stanę się żywym i podskakującym z radości przykładem
teorii wtórnego nabywania talentów plastycznych. a tak w ogóle to podwiesiłam pod czerwona lampą bombkę z czarnych cekinów.
wygląda trochę jak złowrogie oko z obrazów redona. patrzy na mnie i mruga porozumiewawczo.
chyba już czas namalować oko małej darumie.


Dodaj komentarz