w biegu przez korki i skrzyżowania zaspanego wrocławia – na poranny pociąg do warszawy.
niechętnie, naprawdę bardzo niechętnie. wolałabym zostać. i jeździć z krecikiem niebieskimi tramwajami.
ale teraz muszę pociągiem. więc wsiadam. siadam. chce mi się płakać. sięgam po kanapkę w sreberku.
dosiadają się do mnie. i napierdalają przez następne 5 godzin. jadą do łodzi na zjazd dyrektorów szkół.
jezusmaria, jedno mądrzejsze od drugiego. hospitacje, wizytacje, ewaluacja jakości szkoły, misja i wizja, japierdolę.
i pretensje do wszystkich, a najbardziej do pkp. dostaje się biednemu konduktorowi za związki zawodowe i brak wagonu wars.
zaczyna boleć mnie głowa. dosiada się aromatyczny staruszek z grzybica paznokcia i okularami klejonymi plastrem bez opatrunku.
rozpakowuje plecak. jajka na twardo i kotlet – myślę stereotypami. ale nie, zaskakuje mnie. wyciąga czasopisma. i oskubany długopis.
szaradzista krzyżówkowicz – znów lecę w schemat. ale nie, znów mnie zaskakuje. gęsto zadrukowane tabele zakładów bukmacherskich.
mam dość. dziadzio uprawia hazard, a tamci nieprzerwanie napierdalają.
o dotacjach z unii i szkodliwości graffiti. ogłuszam się muzyką.
odczuwam mdłości i uogólniony absurd. nie jestem inna. sama tkwię w tym po uszy. po zęby. po kokardę.
wysiadam na centralnym. piszę do kreta, że chcę wracać. nienawidzę miasta, w którym się urodziłam. to chyba grzech.
metropolis, kurwa mać. jak szaro. lecą mi łzy. ale tylko lewym okiem. prawe czujne jak zwykle.
"
Que sera, sera
Whatever will be
I believe in the future
I don’t believe in miracles
Can it be true: it must be true! No doubt!
Life is going on as normally as ever
But suddenly something seems to have happened
Everybody seems to be staring in one direction
People seem to be frightened, even terrified
lászló krasznahorkai mówi, że wszyscy jesteśmy obrabowani. tylko właściwie co nam zabrano?


Dodaj komentarz