gdy wracałam znad rzeki niebo nadal było różowe, tyle że od brzasku, a nie zachodu.
autobus wlókł się niemiłosiernie, a ja drzemałam na siedząco, z kolanami pod brodą.
do domu dotarłam po omacku, z oczami sklejonymi snem. a pod moimi powiekami
wciąż pływały kolorowe lampiony, nadmuchiwane smoki i chmury różowe jak z waty cukrowej.
autobus wlókł się niemiłosiernie, a ja drzemałam na siedząco, z kolanami pod brodą.
do domu dotarłam po omacku, z oczami sklejonymi snem. a pod moimi powiekami
wciąż pływały kolorowe lampiony, nadmuchiwane smoki i chmury różowe jak z waty cukrowej.


Dodaj komentarz