
no faktycznie. tu wylewam żale, których nie mam wcale. nie odczuwam presji jesiennej depresji.
wygląda na to, że społeczeństwo, a przynajmniej ta jego zła i plugawa część, do której mam czelność i przyjemność należeć po wyborach oszalała ze szczęścia. zaczęło się w poniedziałek, od samego rana – wchodzą do redakcji, od progu drąc radośnie ryje. ćwiczą ciosy karate na korytarzu. wespół z dyrekcją niechcący…
słoik czarnych oliwek słoik suszonych pomidorów człowiek zaznaczony krzyżykiem fun for me. apdejt: nie ma większej przyjemności niż stanąć nad cudzą kartą do głosowania i dyskretnie wskazywać palcem nazwiska ;P komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl

to bardzo powoli się zaczynało. najpierw mnóstwo blasków, zapachów, drobnych świateł. teraz płonie. poważnie. ogień stawia swoje stopy ostrożnie. ja to sobie tańczę.. siedząc przed lustrem, nieruchoma, z zamkniętymi oczami. tańczę to sobie. ja to sobie tańczę. wyjąc bezgłośnie, postępując tuż za ogniem. powoli. powoli. powoli. tańczę to sobie. [m.świetlicki, pogo]…
zaczęło się gorzej niż źle. gdyż albowiem. w godzinach poźnopopołudniowowieczornych siedziałam jeszcze w pracy, zgłębiając naturę mej rozwijającej się depresji, badając ją z pasją – tak jak językiem bada się rosnący gdzieś z tyłu ząb. dobra, koniec metafor – wesoło mi kurva raczej nie było. więc zasadniczo nie ucieszyłam…
związałam sobie rączki jak do modlitwy i nadal nie mogę zasnąć. słucham cocorosie i zasadniczo chce mi się płakać. klepię zamówione teksty, a wordowy asystent w kształcie spinacza patrzy na mnie wymownie i wzdycha z politowaniem. komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl
rankiem horyzont mi nieco blednie i euforia osiada na okolicznych sprzętach. mogę ją z nich ścierać palcem. nic nie jest już takie oczywiste jak poprzedniego wieczora, nic się we mnie nie błyszczy i nic we mnie nie iskrzy. ale spokojnie, pokręcę korbką, pomacham wajchą i moja emocjonalna drezyna wtoczy się…

chyba sobie wczoraj na parkiecie jakiś nerw poraziłam czy coś, bo mi jakoś tak nóżki skaczą i rączki się bujają – i cholera przestać nijak nie chcą. siedzę nad tłumaczeniem i podskakuję odśrodkowo. tańczę w drodze pomiędzy komputerem a pralką i z powrotem, przeskakując z gracją ponad pleniącym się na…

do domu wróciłam w deszczu i mokrych skarpetkach – jakże mi niewiele trzeba do stanu maksymalnego podkurwienia. oraz jakże mi niewiele trzeba do stanu maksymalnego zachwytu – wrocławski „król roger” trelińskiego na tvp kultura zapiera dech tak samo jak ten warszawski sprzed 7 lat. [roger warszawski] całość psują tylko ciasne…

I. siedzi na sofie i wpatrzona w bezkres szarego nieba śpiewa: „jesień… jesień…” na melodię, która jeszcze nie powstała. czyli że się zaczęło. na dobre. komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek