z premedytacją pozwalam umierać balkonowym kwiatom.
chciałam, by wyrosły piękne.
wyrosły takie sobie, kruche i łamliwe. inne ledwo wykiełkowały, cienkie i niemrawe.
jakis czas temu z hukiem zwaliła się 80-centymetrowa skrzynka z kwieciem.
chyba w ramach moralnego sprzeciwu.
tak więc kwiatom dziękuję niniejszym za współpracę.
dla mnie lato już się skończyło.
to nie jedyny grzech zaniedbania, który popełniłam ostatnimi czasy.
w końcu i tak wszystko zwiędnie, uschnie albo zgnije. albo nie wyrośnie wcale.
kwiaty to także całkiem niezła metafora na ludzi.
mogę usiąść i płakać.
mogę usiąść i nie robić nic.
mogę usiąść i zniknąć.

mogę usiąść, wziąć się w garść i przestać pierdolić.


Dodaj komentarz