podstawka na kadzidełka kupiona w lutym i resztka perfum, których ostatnio szukałam.
Ambitnie usiłowałam posprzątać ten pierdolnik, który mam – jak zwykle – w torbie:
Zadowolona z siebie wyszłam na ulicę. Zdążyłam nawet przejechać jeden przystanek,
Jestem bez telefonu. Poczułam jak moje IQ momentalnie spada o jakieś 40 punktów (no, może 60). Jestem bez-komórkowa!!! Jestem nieorganiczna?! Jestem nieżywa?! Buu…
Skutki bycia off-line były bolesne – zawalone spotkanie, itp.
Telefony, telefony……
A jak było dawniej? Pamiętam czasy kiedy nasze osiedle było jeszcze nie-stelefonizowane…
Bo wtedy pod każdym blokiem, pod każdym balkonem stały takie sieroty podwórkowe i się darły:
– Maaarioousz!!! Wyyyjdzieeesz naa roooweer??!!!
Albo:
A gdy ktoś chciał zawołać swoją mamę, to się dzieciaki z podwórka zbierało i wszyscy się chórem darli:„MAAMOOOO !!!!”
pod balkonem delikwentki (chórem, bo rodzice byli już psychicznie znieczuleni


Dodaj komentarz