Strona główna » co zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem…
, ,

co zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem…

2003-07-03

który w całości miałam spędzić w pracy?

Od rana pieczołowicie doklejałam sobie do twarzy uprzejmy uśmiech

[używając do tego celu organicznej gutaperki] – rąbiąc przy tym zaciekle w budzik,
szukając pod łóżkiem kapci i waląc w drzwi zajętej jak zwykle łazienki.

Prócz uprzejmości, usiłowałam w sobie wzbudzić choćby homeopatyczną ilość otwartości i kreatywności pracowniczej.

Pod prysznicem ćwiczyłam kontakty interpersonalne i … ekhm, nie…, nie, to akurat ćwiczyłam w kuchni przy śniadaniu,
a pod prysznicem osiągałam jasność [resztek] umysłu i wysoką reaktywność na bodźce.

Ups, dysonans. Przed lustrem niechcący natknęłam się na moją pustkę wewnętrzną, ale –

„o, przepraszam panią…” – udałam, że nie poznaję zołzy i wyminęłam ją sprytnie
w drodze do przedpokoju, gdzie wykazałam się asertywnością [godną lepszej sprawy],
nie pozwalając mamie wyjść w moich butach (grr… ona robi to notorycznie! grrr…)

I kiedy byłam już zwarta, gotowa i w pozycji wyjściowej, zadzwoniła komórka.

Usłyszałam zaspany głos mojej chlebodawczyni i jej słodko łamaną polszczyznę:
„Cieszć, … sziuchaj… ja dżysiej jakaśz okhrropnie żmeńcziona, niewyśzpiana…,
ja nje wjem…, nie przijde dżysiej, wienć dla ćjebje teśz wolne, dobrźje ?”

Hym…, no dobrźje, dobrźje… W normalnej sytuacji skakałabym pewnie z radości,

ale dziś – taka „młoda/ambitna,energiczna/kreatywna”
(prawie przekonana o konieczności i zaletach wprzęgniecia się w „system”),
stałam lekko zafrasowana: – co ja zrobię z wolnym dniem? [co prawda wczoraj miałam wolne,
i przedwczoraj, i w zeszły wtorek] … no ale dzisiaj? co ja zrobię z tym uśmiechem już przyklejonym?
z tymi rzęsami wypomadowanymi?

Zadbałam o prezencję i elokwencję, i co? Mam być piękna i mądra na użytek własny?

I dalejże, zdejmować zaczęłam wyjściowo-biurowe ubranko grzeczne i zrzucać z siebie:

prezencję, inteligencję, elokwencję i resztkę innych pozorów.
Lekko mi było nieznośnie i jak dziki prosiak wytarzałam się radośnie
w nie pościelonym (na szczęście!) łóżku, wcierając w poduszkę resztki dynamizmu i kreatywności.

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *